Co u mnie nowego? Kosmetyczne nowości wakacji.

Hej dziewczyny!

Dzisiaj zabieram Was w podróż po nowościach kosmetycznych, które wpadły do mojej kosmetyczki w te wakacje. W myśl zasady minimalizmu kosmetycznego starałam się nie szaleć, ale wiadomo kobieta wchodzi do drogerii i przepada. :) Część produktów pochodzi również z wygranych konkursów i prawdopodobnie nigdy sama bym się na nie nie zdecydowała, ale skoro się już pojawiły w moich zbiorach to z chęcią je przetestuję.


Kosmetyki do włosów stanowią większość moich kosmetycznych zbiorów. Moje włosy lubią różnorodną pielęgnację. Dlatego gdy moje dwa ostatnie szampony dobijały dna to dla mnie już była sytuacja alarmowa i niezbędnym był zakup kilku nowych szamponów. :)
Wśród moich nowych nabytków znajduje się szampon na objętość od Babci Gertrudy - do codziennej pielęgnacji, szampon Kafe Krasoty o bardzo łagodnym składzie i szampon z awokado od Ecolab do delikatnego oczyszczania skóry głowy - jeden z moich ulubieńców, a także nawilżający szampon z maliną moroszką Babuni Agafii z SLS, ale bez silikonów dla głębokiego oczyszania skalpu i włosów z nadbudowanych substancji jak właśnie silikony czy oleje.



Suchy szampon to dla mnie produkt ratunkowy, w szafce zawsze musi stać chociaż jeden. Chętnie używam go do odświeżenia fryzury, dodania objętości moim płaskim włosom. Suchy szampon od Batiste to mój ulubieniec, natomiast pokrzywowy Herbal Care od Farmony to nowość, którą aktualnie testuję i jak na razie nie zdaje tak dobrze egzaminu, jak ten od Batiste.


Odżywek jak szamponów nigdy za mało. ;) Tym bardziej, że przy długich włosach odżywki zużywam w ekspresowym tempie. Kupiłam dwie odżywki z podstawowej linii Babuni Agafii, tanie i dobre składowo produkty, które wygładzają i ułatwiają rozczesywanie włosów. Skusiłam się również na odżywkę ze skrzypem polnym z nowej linii Herbal Care od Farmony. Ciekawa jestem jak się sprawdzi.
Do koszyka trafił również obłędnie pachnący brzoskwiniowy żel Kafe Krasoty. Łagodne detergenty niewysuszające skóry + piękny zapach to jest to czego szukam w żelach pod prysznic, nic mi więcej do szczęścia nie potrzeba. ;)


Wcierkę Jantar już kiedyś używałam i naprawdę miło ją wspominam. Pomogła mi w walce z wypadającymi włosami. Na dzień dzisiejszy nie zmagam się już z tym problemem, jednak szukam produktu, który pomoże mi nieco zagęścić włosy, dlatego do niej wróciłam. Dla uzupełnienia pielęgnacji skalpu dokupiłam bursztynową kurację w ampułkach


Moje kolejne zakupy są z Rossmanna. Same niezbędne kosmetyki. ;) Pasta oczyszczająca od Ziaji - najlepiej peelingujący kosmetyk, z którym miałam do czynienia.
Żel do higieny intymnej Facelle, który używam na zmianę z Białym Jeleniem. Zmieniona szata graficzna na plus, będąc w sklepie nie sprawdziłam jednak składu czy nic się nie zmieniło, będę musiała sprawdzić czy wraz ze zmianą opakowania nie majstrowali nic przy składzie.
Zawsze używałam antyperspirantów w kulce, nie wiem co mi się stało, że wrzuciłam do koszyka antyperspirant w sprayu. Niestety nie wyszło mi to na dobre. Po kilku pierwszych użyciach mogę powiedzieć, że Adidas bez soli aluminium jest dramatycznie nieskuteczny.


Tutaj kolejna część zakupów z Rossmanna. Olejek do demakijażu od Bielendy pojawia się regularnie w nowościach zakupowych i denkach. To mówi samo za siebie. Płyn micelarny Garniera do cery mieszanej i tłustej kupiłam z myślą o przemywaniu i tonizowaniu twarzy po jej oczyszczeniu. Natomiast szczoteczka z Biedronki to nieplanowany i nieprzemyślany zakup, i dopiero gdy w domu na nią na świeżo spojrzałam to zaczęłam mieć wątpliwości czy to był dobry zakup.


Tutaj nagroda od Magazynu Kosmetyki za wzięcie udziału w głosowaniu na Qultowy Kosmetyk 2016. Zostałam wylosowana jako jedna z dziesięciu osób spośród wszystkich głosujących i nagrodzona zestawem kosmetyków od Le Petit Marseillais. Jak widać nie mogłam się powstrzymać i już testowałam krem do kąpieli z masłem shea i mogę powiedzieć, że jest to świetny kosmetyk, po który nigdy bym sama nie sięgnęła, a szczerze zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.


To z kolei nagroda przyniesiona z pracy od firmy Dr Ireny Eris, nagroda jest wynikiem wysokiej sprzedaży ich produktów. W skład zestawu kosmetyków Lirene wchodzi: balsam antycellulitowy, balsam ujędrniający, wiśniowy żel pod prysznic, mleczko do opalania spf 10 oraz peeling gruboziarnisty.
Balsam brązujący pod prysznic od Lirene nie był częścią nagrody, zakupiłam go sama z nadzieją, że będzie to odpowiedni produkt dla mojej bladej skóry, a sama jego formuła pod prysznic ułatwi mi rozprowadzanie go bez smug.


Tutaj mamy kolejne fanty z pracy, ale tym razem od firmy Sarantis. Obecnie mamy sezon letni, więc podobnie jak od Lirene dostałam mleczko do opalana Kolastyna, ale także krem do rąk od Kolastyny, nowe antyperspiranty C-thru (zaskakujące, ale sprawdzają się rewelacyjnie w porównaniu do deo od Adidasa) oraz dezodorant do higieny intymnej wprowadzonej niedawno na rynek polski marki Femfresh. To tylko część nagrody obejmująca kosmetyki dla kobiet, reszta produktów była przeznaczona dla mężczyzn oraz były to rzeczy typowo domowego użytku.


Emulsja z retinaldehydem od Avene to jeden z moich stałych punktów pielęgnacji. Po zmianie kremu TriAcneal w emulsję jest to mój ulubiony produkt do twarzy. Szykuję o nim post, więc na jego temat niedługo przeczytacie więcej. Ultraplex Joanny kupiłam jako tańszą alternatywę dla drogiego Olaplexu. Jestem po pierwszym użyciu i szczerze mówiąc nie jestem zachwycona, a zastosowałam kosmetyk według zaleceń producenta przed myciem włosów. Następnym razem zrobię po swojemu i nałożę serum po myciu i odżywce, może wtedy zauważę różnicę w jakości włosów. 


Oliwkę do skórek od Semilac kupiłam w ciemno, w domu zajrzałam w skład, nic ciekawego, nie jestem zadowolona z tego zakupu. Zadowolona jestem za to z pomadek Longstay Liquid Matte od Golden Rose. Trafił do mnie kolor 01 - pastelowy róż/brzoskwinia oraz 10 - najbardziej kontrowersyjny kolor z całej gamy. Jest to beż z domieszką szarości/fioletu, dający efekt trupich ust. Bomba! ;) Na deser dokupiłam sobie kolejną pomadkę w kredce Matte Crayon też od Golden Rose, tym razem chłodny róż o numerze 10, typowy do noszenia na codzień.


Na paletkę róży od Make Up Revolution skusiłam się ze względu na brzoskwiniowe i ceglaste odcienie, czyli takie których najbardziej mi brakuje w mojej kolorówce. Nie jestem jednak jak na razie przekonana do tych róży, gdyż są one bardzo mocno napigmentowane i łatwo zrobić sobie nimi krzywdę. Dość specyficzne są też rozświetlacze umieszczone w paletce, są chłodne i nie do końca zgrywają się z odcieniami róży.


All Night Long to moja pierwsza paletka od Sleeka i już wiem, że nie ostatnia. Te cienie to normalnie cud, miód, maliny i orzeszki. Nie miałam okazji pracować na lepszych cieniach. Rzadko wykonuję makijaż oka, dlatego na moje potrzeby ta paletka jest wystarczająca.


Cóż, tutaj znowu przepadłam i kupiłam kolejny rozświetlacz. Nie chcę nawet liczyć który to już, ale zapewniam, że ten jest unikalny i niezbędny. :) Goddes of Faith od I Heart Makeup jest przepięknym chłodnym, złożonym odcieniem różu i szampana. Na twarzy daje efekt tafli, ale nieprzesadzony, a delikatny i naturalny.
W drogerii do koszyka wrzuciłam też podkład mineralny od Paese. Nie sprawdza się on jednak jako podkład, natomiast jako puder daje radę.


Na koniec jeszcze dwa pędzle do makijażu: wielofunkcyjny Hakuro H52 do podkładu, różu, bronzera oraz pędzel do brwi Revolution E104 (zgubiłam go po tygodniu użytkowania). :)

Dajcie znać, która z moich nowości najbardziej Was zainteresowała, bym mogła przygotować w najbliższym czasie recenzje. A co u Was pojawiło się nowego w kosmetyczkach podczas wakacji? Jestem bardzo ciekawa, czekam na Was w komentarzach.

11 komentarzy:

  1. Jestem bardzo ciekawa zapachu brzoskwiniowego żelu, musi być piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie zainteresowały szampony do włosów i również brzoskwiniowy żel pod prysznic. Uwielbiam intensywnie pachnące żele. Zastanawiam się czy tylko ja mam wrażenie, że żel ładnie pachnie tylko na początku używania? Po wykorzystaniu mniej więcej jednej trzeciej opakowania zapach jest jakby mniej intensywny i zmienia się na bardziej chemiczny niż np. owocowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana myślałam że najbardziej zainteresują Cię cienie, ale Ty mnie zaskakujesz jak zwykle :) co do żeli to ja nie miałam takiego problemu, ale może to kwestia przechowywania kosmetyku. Ja trzymam wszystkie kosmetyki poza łazienką, zawsze zamknięte. Żel, szampon i odżywkę zabieram ze sobą tylko na czas kąpieli :)

      Usuń
  3. :)cienie widziałam w realu i dwa dni wzdychałam nad cudnym efektem. Mam wrażenie, że ta paleta jest poza moim budżetowym zasięgiem. Co do przechowalnia kosmetyków do kąpieli, przechowuję je w łazience lecz zamykam opakowania. Pewnie to odczucie to zwyczajna zmyłka moich zmysłów 😁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak poza tematem, nie można edytować już opublikowanych komentarzy? Zamiast "przechowywania" słownik tabletu zdecydował za mnie, że będzie "przechowalnia" ��

      Usuń
  4. wow, sporo tego:) Paletka z MUR wygląda obłędnie. też ostatnio kupiłam kredkę o numerze 10, ma śliczny kolor:) Uwielbiam produkty od Lirene. Mam właśnie ten balsam brązujący :)

    OdpowiedzUsuń
  5. wcierka jantar i ampułki mają identyczny skład tylko niektóre są pozamieniane miejscami w każdym razie oba produkty są dobre ale bardziej ekonomicznie wychodzi wcierka w butli niż ampułki a działanie mają identyczne :). Garniera zielonego stosuje już jakiś czas i powiem ci że bardzo fajnie się spisuje u mnie :). Szczotkę z biedronki kocham <3 :) a liści manuka nienawidzę :P Reszty produktów nie miałam okazji testować :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Excellent post (as always)!Thank you very much :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jestem nieziemsko ciekawa działania suchego szamponu pokrzywowego - zwykłe bowiem u mnie nie sprawdzają się w ogóle, przeważnie wzmagają jedynie wypadanie włosów.

    Jeśli chodzi o zagęszczanie - z czystym sercem mogę polecić chłodzącą maść końską. U mnie spowodowywała dosłownie wysyp baby hair!

    OdpowiedzUsuń