Denko kwiecień - maj - czerwiec 2016

Hej!

Dzisiaj mam dla Was kolejny dość spory post ze zużyciami ostatnich miesięcy. Dalej odczuwam jednak niedosyt, gdyż mam wrażenie, że wciąż więcej kosmetyków pojawia się w moich zbiorach, niż jest zużywanych. Nie ma co, trzeba się wziąć za siebie i przejść na dobrą stronę mocy - kosmetyczny minimalizm.


Silikonowe serum Syoss'a, które dostałam przy jakimś produkcie w gratisie zużyłam bez specjalnej ekscytacji, łatwo było nim obciążyć włosy, a i nie dyscyplinował ich jakoś szczególnie. Sama nie zdecydowałabym się na jego zakup.
Kolejny jest suchy szampon Batiste - mój ulubieniec, więc możecie go spotkać w każdym denku.
Z szamponów udało mi się też wykończyć żeń-szeniowy Natur Vital oraz rokitnikowe cudo z Planeta Organica, który jest chyba jedynym szamponem, który mimo braku silikonów w składzie nie plącze moich włosów.
Z odżywką bambusową BB od Biovaxa pożegnałam się bez żalu, gdyż nie robiła z moimi włosami nic, nawet nie ułatwiała rozczesywania, co jest jej podstawowym zadaniem.



Maski Kanechom to dla mnie pewnego rodzaju odpowiednik masek od Kallosa, są zbliżone składowo i działanie też mają podobne. Za 500 ml arganowej maski Kanechom zapłaciłam około 12 zł, gdzie za tyle samo mogę mieć dwa razy więcej maski o takim samym działaniu od Kallosa, więc raczej do niej nie wrócę.
Kolejne zużycie przyjęłam z dużą ulgą, gdyż maskę Hair Botox od Kallosa jest napakowana proteinami, a moje włosy niestety rzadko je tolerują. Na użycie tej maski mogłam sobie pozwolić co 2 tygodnie, dlatego długo musiałam szukać dna w tej maseczce.
Z drugiej strony mamy emolientowego Kallosa Omegę, który sprawdził się o niebo lepiej, i kto wie? Może jeszcze kiedyś do niego wrócę.
Na końcu maseczkowej historii mamy drożdżową maskę od Babuni Agafii, która jest moją alternatywą na przyśpieszenie przyrostu włosów oraz wzmocnienie cebulek, gdyż używam jej tylko na skalp. Na resztę włosów nie działa już tak spektakularnie.


Następne w kolejce mamy żele pod prysznic marki Receptury Babci Gertrudy. Mam nieodparte wrażenie, że ta niemiecka marka jest odpowiedzią na tak popularną i lubianą rosyjską Babcię Agafię. Koniec końców produkty też są przyzwoite, a z testowanych przeze mnie żeli jestem bardzo zadowolona. Pięknie pachniały, nie przesuszyły mi skóry i dobrze się pieniły.
Pianka do golenia Venus - historia z serii dobre i tanie.
Biały Jeleń do higieny intymnej jest produktem, który wraca do mnie jak bumerang. Choć czasami zdradzałam tę emulsję z innymi preparatami to prawdę mówiąc nie znalazłam jeszcze godnego zastępcy Białego Jelenia. :)


Olejek myjący od Bielendy Argan cleansing face oil to jest jedno z moich najlepszych kosmetycznych odkryć. Odkąd zaczęłam używać olejków hydrofilnych to szybko w odstawkę poszły mleczka, płyny micelarne. Doskonale łączy on właściwości myjące z właściwościami pielęgnacyjnymi. Skóra po jego użyciu jest dobrze oczyszczona, a jednocześnie ukojona.
Jako, że z kwasami jestem za pan brat to korygujący tonik od Bielendy nie zrobił na mnie większego wrażenia. Delikatnie pomógł w walce z rozszerzonymi porami, ale na tym jego dobroczynne działanie się kończy. Chociaż nie mówię nie, może jeszcze się kiedyś skuszę i w innych okolicznościach przyrody sprawdzi się lepiej. :)
Gdy tylko Kolastyna wprowadziła na rynek olejek do mycia twarzy Silky wiedziałam, że musi być mój. Pobiegłam do sklepu, kupiłam i pożałowałam. Olejek ten jest bardzo tłusty, ciężko go zmyć samą woda, a nawet gdy to się uda, to zostawia na twarzy tłustą warstewkę. Nie kupię więcej, chyba że producent popracuje nad składem i formułą produktu.
Tonik Natura Estonica zużyłam dawno temu i w sumie nie do końca pamiętam dlaczego kojarzy mi się on negatywnie. Chociaż... aa już wiem - śmierdział. Nie kupię więcej. :)
Płyn micelarny Sopot Spa od Ziaji dostałam w gratisie do zakupów w sklepie firmowym marki. Powiem szczerze, że teraz nie wzięłabym go nawet za dopłatą. Nie radzi sobie z makijażem, baa... przy demakijażu oka podrażnia delikatną skórę powiek. Zużyłam jako tonik do twarzy i dekoltu.


Już od dawna szukam idealnego kremu pod oczy i jak na razie najbliżej ideałowi jest krem od Tołpy green ujędrnianie 40+. Nie jestem zwolenniczką dobierania produktów pod kategorie wiekowe. Najważniejsze są potrzeby skóry i cel jaki chcemy osiągnąć stosując dany kosmetyk, dlatego ja w tym kremie znajduję prawie wszystko co potrzebuję. Jest on gęsty i treściwy, ale nie obciąża skóry.
Matujący filtr od Vichy Ideal Soleil spf 50 jest na dzień dzisiejszy moim filtrowym ulubieńcem, choć przyznam szczerze, że wciąż szukam czegoś lepszego...
Zużyłam również matującą emulsję z filtrem spf 50 od Sun Ozon, która nie sprawdziła się szczególnie dobrze. Jest ona bardzo rzadka, lejąca, bieli twarz i pozostawia smugi. Nie kupię więcej.


Następny mamy kosmetyk wielorakiego zastosowania, czyli woda termalna od Avene. Używałam ją jako mgiełkę odświeżającą, chłodziłam się nią w upały, tonizowałam skórę, ale moim ulubionym sposobem na jej wykorzystanie jest spryskanie twarzy po nałożeniu makijażu, aby scalić i utrwalić jego wszystkie warstwy dla naturalniejszego wyglądu.
Z balsamem Dove Purely Pampering nie mam ciekawych wspomnień. Balsam ten jest sam w sobie treściwy i gęsty, przez co bardzo długo się wchłaniał, a sam zapach był dla mnie męczący.
Antycellulitowy balsam 5HD od AA kupiłam na wyprzedaży kosmetyków w Biedronce za całe 5 zł. Jako kosmetyk stricte ujędrniający nie sprawdził się dobrze, nie zauważyłam w tej kwestii żadnej poprawy, co w perspektywie ceny nie miało dla mnie żadnego znaczenia. Jednak jeżeli potraktować go jak zwykły nawilżający balsam (z dodatkiem drobinek) to efekt rozświetlająco-nawilżający był naprawdę zadowalający.


Podkład i puder w jednym, czyli Studio Fix od MACa kupiłam z myślą o stosowaniu go na mokro, jako podkład, ale w taki sposób niestety się u mnie nie sprawdził. Zużyłam go jako puder i tutaj spisał się o wiele lepiej, wygładzał i matowił cerę na dość długi czas, przy czym wyglądał bardzo naturalnie.
W kosmetyczce dłuższy czas plątał się też tester kremu CC od Max Factora, dlatego postanowiłam się z nim rozprawić. :) Jakościowo nie odbiega od innych maxfactorowskich podkładów, które moim zdaniem są jedne z lepszych ze średniej półki cenowej. Jednak nie zdecydowałabym się na zakup pełnowymiarowego produktu, ze względu na dość słabe krycie.
Zużyłam też Colour Adapt od Max Factora, co nie było takie łatwe ze względu na za ciemny odcień, jednak udało mi się znaleźć na niego inny sposób - przydał mi się do konturowania twarzy na mokro.
Z kolei Healthy Mix od Bourjois to mój podkład ratunkowy na łuszcząca się skórę pod kwasach. Jako jedyny nie podkreśla suchych skórek, jednak wymaga ode mnie mocnego zmatowienia, gdyż po kilku godzinach potrafi mi z twarzy zrobić żarówkę. :)
Fioletowy tusz Lovely Lady Violet - bubel, który wyrzuciłam bez żalu gdy tylko wysechł.
Tusz od Max Factora False Lash Effect kupiłam, gdyż słyszałam o nim dużo dobrego i ciężko się z tym nie zgodzić, bo to przyzwoity produkt, jednak czegoś w nim brakuje. Na szafkach tańszych marek często można znaleźć lepsze produkty.
Do bazy Rimmela Stay Matte początkowo nie byłam przekonana, miałam wrażenie, że ani nie przedłuża trwałości, ani nie matowi cery. Byłam wręcz przekonana, że podkład się gorzej na niej trzyma. Metodą prób i błędów doszłam do takiego momentu, że baza idealnie spełniała swoje zadanie, a wystarczyło tylko zminimalizować ilość nakładanego produktu oraz po aplikacji pozwolić jej osadzić się na twarzy, wtedy uzyskujemy najlepsze efekty.


Dokończyłam też dwie pomadki ochronne od Laury Conti o smaku gumy balonowej oraz arbuza i ani jedna, ani druga niczym szczególnym się nie wyróżniała. Moje usta potrzebują większego nawilżenia i regeneracji, nie wrócę już do tej marki.

Znacie coś z mojego denka? Może macie pytania co do któregoś ze zużytych przeze mnie produktów? Czekam na Was w komentarzach. :)

13 komentarzy:

  1. Bardzo fajne zestawienie, skuszę się na kilka pozycji z powyższych denek. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja lubię Kallos CHerry dla mnie jest najlepsza ;)
    Ps. Mogę prosić o kliknięcie w chociaż jeden link ? http://zlota-orchidea.blogspot.com/2016/07/trzecie-zamowienie-z-dresslink-recenzja.html Bardzo mi pomożesz. Buziaki ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Odpowiedzi
    1. Biorąc poprawkę na to że to zużycia z trzech miesięcy to aż tak dużo tego nie ma :)

      Usuń
  4. A lot of these products are for me new, perfect rewiev! :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale duże denko. Ja stosowalam maskę drożdżowa jedynie na końcówki ale na pewno do niej wrócę i spróbuję owniez na skalp.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tych żeli od babci Gertrudy jestem bardzo ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Interesting beauty products. We keep in touch. xx

    OdpowiedzUsuń
  8. niezle denko ;)
    zgadzam się co do pomadke ochronnych od lauri conti, żadnego sząłu nie było. raz kupiłam arbuzowa (bo była arbuzowa :D) i nawet jej nie wykończyłam. białego jelenia uwielbiam, podobnie jak facelle używam go do wszystkiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie Biały Jeleń dla mnie to zaskoczenie, płyn do higieny intymnej tym bardziej. Po tym poście mam plan by wypróbować tą markę. Sporo osób ją sobie chwali, jednak ja nigdy nie chciałam się z nią zmierzyć... do momentu przeczytania powyższego. To samo tyczy się podkładu Bourjois

      Usuń
  9. Facelle z aloe vera też uzywam do wszystkiego, czasami jak mam pod ręką a potrzebuje czegoś łagodnego to umyje nim włosy, do twarzy też jest równie dobry :)

    OdpowiedzUsuń
  10. zazdroszcze zużycia tlyu masek ! < 33 ja się męczę z jedną parę miesięcy xD

    OdpowiedzUsuń